Agata Madejska
Lubię grywać czarownice
Rozmowa z Agatą Madejską, aktorką Teatru Dzieci Zagłębia w Będzinie:
Marta Odziomek: Co doprowadziło Panią do Teatru Dzieci Zagłębia?
Agata Madejska: Jestem związana z tym teatrem właściwie od dzieciństwa, ponieważ pracowała w nim moja mama. Chodziłam do tego teatru już jako kilkuletnie dziecko, potem jako nastolatka i oglądałam w nim wiele przedstawień. Moje dorosłe życiowe wybory zostały podyktowane m.in. doświadczeniem wyniesionym z dzieciństwa, które upłynęło pod znakiem spektakli Jana Dormana. To one sprawiły, że zdecydowałam się wykonywać zawód aktora teatru lalkowego. Jako aktorka jestem związana z Teatrem Dzieci Zagłębia w Będzinie od 1981 roku. Po skończeniu szkoły średniej zostałam tutaj adeptką.
Co należało do obowiązków adeptki?
Przez rok podpatrywałam starszych wiekiem i doświadczeniem aktorów, ucząc się od nich aktorskiego fachu i występując w małych rólkach w swoich pierwszych spektaklach. Trzymano wtedy, nas adeptów, krótko. Musieliśmy przejść wszystkie etapy aktorskiego rozwoju wykonując różnorodne prace. Na przykład mieliśmy w obowiązku pomagać pracownikom pracowni plastycznej w robieniu lalek! Dzisiaj jest to chyba nie do pomyślenia…
W jakim spektaklu Pani zadebiutowała?
Pierwszym spektaklem, w którym zagrałam była bajka pt. „Przygody Pifa” w reżyserii Barbary Rychłowskiej-Kulikowskiej. Miałam tam „bardzo odpowiedzialną” rolę… froterki! Ale prawdziwym debiutem była rola w cudownym spektaklu „Tajemnicza szuflada” w reżyserii Juliusza Wolskiego.
Jako adeptka pomyślała Pani o zdobyciu dyplomu aktora.
Tak. W 1982 roku zostałam studentką dopiero co otwartego dwuletniego Studium Aktorskiego Teatrów Lalkowych przy Teatrze Dzieci Zagłębia powołanego w tym samym roku przez Grzegorza Lewandowskiego, ówczesnego dyrektora naczelnego i artystycznego Teatru. Po dwóch latach, w 1984 roku otrzymałam dyplom aktora-lalkarza Studium Aktorskiego i już jako aktorka na stałe związałam się z będzińską sceną. Niedawno minęło 30 lat odkąd tu pracuję! Jestem najstarszą stażem aktorką w zespole Teatru Dzieci Zagłębia. Wszyscy pozostali aktorzy przyszli tu po mnie.
A nie myślała Pani o zmianie miejsca pracy przez te 30 lat?
Nie. Jestem związana z Zagłębiem także uczuciowo. Stąd pochodzę, tutaj też założyłam rodzinę. Uważam, że teatr wszędzie jest taki sam. Jest takie powiedzenie, że aktor najbardziej jest zadowolony, kiedy znajduje się w drodze z teatru A do teatru B, bo ma nadzieję, że w teatrze B będzie inaczej, lepiej. A kiedy do niego przychodzi, to okazuje się, że jest tak samo, bo przecież praca w każdym teatrze jest taka sama, chociaż w swej istocie jest zmienna w tym znaczeniu, że pracuje się z wieloma twórcami realizując z nimi różnorodne spektakle.
A o byciu aktorką w teatrze dramatycznym Pani nie marzyła?
Nigdy nie chciałam pracować w teatrze dramatycznym, gdyż taki typ teatru mnie nie interesował. Uważam, że teatr lalkowy jest zdecydowanie bogatszy od dramatycznego, zwłaszcza w rozmaite zabiegi formalne. Poza tym, ja lepiej się czuję na scenie w towarzystwie rekwizytu, maski czy lalki.
Kto miał wpływ na rozwój Pani aktorskiego rzemiosła?
Współpracowałam z naprawdę wieloma osobistościami polskiej sceny teatralnej. Był wśród nich na pewno Dormana, który - poprzez swoje inscenizacje - miał wpływ na mój sposób postrzegania teatru. Szczególny wpływ na rozwój mojego warsztatu aktorskiego mieli przede wszystkim: Grzegorz Lewandowski, dyrektor Teatru Dzieci Zagłębia, Juliusz Wolski, reżyser i wykładowca m.in. w będzińskim Studium, Janina Keszkowska, pierwsza kierownik Studium, Michał Rosiński, reżyser i jeden z kolejnych dyrektorów Teatru, reżyserzy: Krzysztof Rau, Wojciech Malajkat, Jerzy Bielunas, wybitna scenografka współpracująca z Teatrem, Barbara Ptak, aktorzy Teatru Dzieci Zagłębia: Janina Rose i Andrzej Cempura.
Ponadto w trakcie swojej pracy miałam okazję poznać i pracować dla sześciu dyrektorów będzińskiej sceny: Grzegorza Lewandowskiego, Waldemara Musiała, Małgorzaty Majewskiej, Michała Rosińskiego, Arkadiusza Klucznika i, obecnie, Dariusza Wiktorowicza.
Jaki okres był dla Pani najlepszy?
Pierwsze lata pracy Teatrze były czasem zachłyśnięcia się nową pracą, atmosferą tutaj panującą, pierwszymi rolami, studiowaniem aktorstwa. Potem przyszła stabilizacja zarówno zawodowa jak i życiowa: założyłam rodzinę, urodziłam dwójkę dzieci. Dobrze wspominam lata 90. kiedy stałam się świadomą siebie aktorką i mogłam poświęcić aktorstwie więcej czasu.
Jak wspomina Pani osobę Jana Dormana?
Nie pracowałam z nim jako z reżyserem, ale miałam z nim przyjemność spotkać się na zajęciach w Studium Aktorskim. Chciałabym powiedzieć, że znałam go prywatnie, ale on chyba nigdy nie był osobą prywatną. Dla mnie zawsze był artystą. W tamtych czasach Dorman był artystą, który bardzo liczył się zarówno w Polsce, jak i za granicą. Niektórzy go kochali, inni nie lubili, jeszcze inni go nie rozumieli. Z tym wszystkim Dorman musiał się zmierzyć.
Pewnie jako aktorka jest także Pani zapraszana do współpracy wielu projektach artystycznych?
Uczestniczę w licznych inicjatywach edukacyjnych i artystycznych organizowanych przez szkoły, instytucje kultury, stowarzyszenia i inne organizacje na terenie Dąbrowie Górniczej oraz Sosnowca.
W latach 1984-1988 istniał w Śląskim Zespole Szkół Technicznych w Dąbrowie Górniczej teatr amatorski „Grymas Agaty”, gdzie, razem z młodzieżą przygotowywaliśmy spektakle teatralne, które bardzo podobały się publiczności i również zdobywały nagrody na licznych przeglądach i festiwalach.
Oprócz prowadzenia amatorskiego ruchu teatralnego biorę udział w prowadzeniu warsztatów teatralnych dla dzieci i młodzieży oraz w pracach jury w konkursach i przeglądach twórczości młodzieżowej.
Zdarzały się w Pani karierze jakieś nagrody?
Byłam kilkakrotnie nagradzana nagrodą publiczności m.in. Złotą Kurtynką, nagrodami przyznawanymi przez Prezydentów Będzina i Starostwo Powiatowe. W 2011 roku zespół Teatru Dzieci Zagłębia przyznał mi Anioła Teatralnego, nagrodę za promowanie teatru. Zresztą - ja nie pracuję po to, by zdobywać nagrody. Nagrodą dla mnie jest to, że dzieci słuchają spektaklu, dobrze się na nim bawią, uczestniczą w nim.
Z pewnością ma Pani w swoim dorobku ulubione role. Jakie?
Wśród moich ulubionych ról jest m.in. rola tytułowa w spektaklu „Koziołek Matołek” w reżyserii Lidii Wróbel (1994), rola w pantomimiczno-lalkowy spektaklu „Zakochani” w reżyserii Krzysztofa Raua (1985) oraz wiele ról czarownic i wiedźm, w których bardzo często byłam obsadzana. Obecnie gram czarownice w czterech spektaklach. Królewien grałam mało, chyba się do tego nie nadawałam.
Co Pani lubi w pracy aktora?
Najbardziej lubię chyba kontakt z widzem. To właśnie widz jest dla mnie w teatrze najważniejszy i dlatego wykonuję ten zawód. Cieszę się także, że po tylu latach pracy ciągle jest w stanie mnie coś zaskoczyć, zadziwić i że wciąż uczę się czegoś nowego.
W jakich spektaklach znajdujących się w repertuarze Teatrze Dzieci Zagłębia możemy Panią oglądać?
Obecnie gram w spektaklach: „Zwierzęta Doktora Dolittle”, „Chłopiec
z gwiazd”, „Dzikie łabędzie”, „Śpiąca królewna”, „Robinson Crusoe”, „Pan
Twardowski”, „W dolinie Muminków”, „Piesek, Który był niebieski”, „Przygody
Rozbójnika Rumcajsa”, „O Szewczyku, strasznym Smoku, Czarownicy i Królewnie”,
„Jaś i Małgosia”.
Dziękuję bardzo za rozmowę.
Rozmawiała Marta Odziomek





















