Edyta Dziura
W teatrze zawsze coś się dzieje
Rozmowa z Edytą Dziurą, inspicjentką Teatru Dzieci Zagłębia
Marta Odziomek: Jak trafiłaś do Teatru Dzieci Zagłębia?
Edyta Dziura: Szukałam pracy i tak się złożyło, że Teatr prowadził nabór na organizatora widowni. Zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną, ale niestety tej pracy nie dostałam, bo nie miałam swojego samochodu. Za jakiś czas zadzwonił do mnie jednak ówczesny dyrektor Teatru, Michał Rosiński, który zaproponował mi pracę na stanowisku inspicjenta. Zgodziłam się, choć nie miałam doświadczenia na takim stanowisku. Było to w 1996 roku, kiedy w Teatrze Dzieci Zagłębia powstała scena dla dorosłych i teatr potrzebował drugiego inspicjenta. I na początku faktycznie pracowałam przy spektaklach dla dorosłych, ale bardzo szybko zostałam też inspicjentką w spektaklach dla dzieci. I tak już tutaj jestem od 15 lat!
Jesteś nie tylko inspicjentką, ale i aktorką – statystujesz i grasz w wielu produkcjach. Jak do tego doszło?
Za czasów dyrektora Rosińskiego
zaczęłam najpierw statystować w spektaklach, a potem – jak dyrektorem został
Arkadiusz Klucznik – w nich występować. I tak jest do dziś – każdy z
dyrektorów, łącznie z obecnym, pozwalał mi na udział w spektaklach choć nie posiadam
dyplomu.
W jakim spektaklu po raz pierwszy zaczęłaś pracować jako statysta?
Było to w spektaklu „Kulawy kogucik” w reżyserii Joanny Łupinowicz w 1996 roku. Choć nie było to statystowanie, ale raczej animacja dekoracją. Potem wystąpiłam w roli Indianki w „Trzech białych strzałach” w reżyserii Michała Rosińskiego. Nie była to jednak rola mówiona, a raczej statystowanie. Z lalką za parawanem i już z tekstami mówionymi wystąpiłam niewiele później – w „Kocie w butach” w reżyserii Michała Rosińskiego. Pierwszą moja poważną rolą była rola matki w „O Dziewczynce Katarzynce Czerwonym Kapturkiem zwanej ” w reżyserii Adama Kwapisza oraz podwójna rola (pieska Uszatka i sprzedawcy kiełbasek) w „Piesku, który był niebieski” w reżyserii Dariusza Wiktorowicza. Tak naprawdę tytułów tych spektakli, przy których wykonywałam jakieś działania sceniczne było bardzo dużo. Nie jestem w stanie wymienić ich wszystkich.
Miałaś obawy wchodząc do obsady?
Bałam się roli pieska – z tej racji, że jest w niej dużo ruchu, wiele się dzieje, akcja jest bardzo wartka i często brakuje tchu, a mówić trzeba dużo, wyraźnie i śpiewać piosenki na żywo, bez playbacku.
Jesteś zadowolona z tej dodatkowej pracy?
Jasne! Nie ma nic nudniejszego niż siedzieć podczas spektaklu i nic nie robić. A tak to przynajmniej zawsze coś się dzieje.
Praca inspicjenta w Teatrze Dzieci Zagłębia jest chyba bardziej wymagająca niż praca inspicjenta w innych teatrach…
Tak, do moich obowiązków należy nie tylko przywoływanie przez Interkom aktorów na próby i występy, ale także – z tej racji, że nie ma u nas garderobianej i rekwizytora – dbanie o kostiumy, lalki i rekwizyty.
Jak taka praca wygląda „od kuchni”?
Zwykle więc przychodzę do teatru godzinę przed spektaklem, sprawdzam czy scenografia jest zamontowana, rozkładam na scenę lalki i rekwizyty, szykuję kostiumy i czekam na aktorów. Jak jest spektakl to zwykle pomagam aktorkom się przebrać, pilnuję ich wyjść, przesuwam dekoracje, odbieram i podaję lalki czy rekwizyty no i sama statystuję. Choć zdarzają się spektakle podczas których pracy jest niewiele i właściwie tylko pilnuję porządku spektaklu.
Za co lubisz pracę w teatrze?
Za to, że zawsze się coś dzieje, jest dużo ruchu i ludzi. Nie lubię siedzieć za biurkiem przez cały dzień. Takiej pracy nigdy nie chciałabym wykonywać.
Ale ‘połapanie’ tego wszystkiego musi być trudne…
Tak. Przyznam szczerze, że najgorsze są wyjazdy – wtedy najbardziej się stresuję. Muszę pamiętać o wszystkich rzeczach, jestem odpowiedzialna za cały spektakl. Pełnię wtedy obowiązki kierownika objazdu.
Masz na to jakąś metodę?
Systematyczność, porządek i wcześniejsze przygotowanie oraz spakowanie wszystkich kostiumów i rekwizytów do spektaklu. Zwykle robię to dzień przed wyjazdem.
Zdarzyły ci się jakieś ‘wpadki’?
Kiedyś się zdarzyło, że zapomniałam zabrać bazy kostiumu dla króla do jednej z bajek. Ale jakoś udało mi wybrnąć się z tej sytuacji!
Czy jako inspicjent od początku uczestniczysz w próbach do spektakli?
To zależy od reżyserów. Ale zwykle jestem od pierwszych prób na scenie.
Masz swoje ulubione spektakle?
Bardzo lubię „O dziewczynce Katarzynce Czerwonym Kapturkiem zwanej” oraz „O Szewczyku, strasznym Smoku, Czarownicy i Królewnie” mimo że ten drugi spektakl jest dość wymagający, bo animuję w nim smoka, co nie jest łatwym zadaniem.
A z reżyserów kto zapadł ci w pamięć?
Na pewno bardzo ciepło wspominam Tomasza Brzezińskiego – może dlatego, że było to na początku mojej pracy. I Bogusława Kierca – ze względu na jego osobowość i nietuzinkowe metody prowadzenia prób.
Dziękuję bardzo za rozmowę.





















