Ewa Zawada
Aktorstwo to synteza sztuk
Rozmowa z Ewą Zawadą, aktorką Teatru Dzieci Zagłębia
Marta Odziomek: Dlaczego postanowiłaś zostać aktorką?
Ewa Zawada: Z wielu powodów. Jeszcze w szkole podstawowej w miejskim domu kultury w Bytomiu współtworzyłam razem z innymi pasjonatami amatorski zespół teatralny pod okiem Danuty Szymczyk. Tak się składa, że wielu uczestników, które tworzyły ten teatr związała się później z aktorstwem. Spotykaliśmy się prawie codziennie, organizowaliśmy różnego rodzaju happeningi, wystawialiśmy wiele sztuk – począwszy od Zapolskiej a skończywszy na Witkacym. Na pewno ten rodzaj pozaszkolnych zajęć przyczynił się do moich przyszłych życiowych wyborów. Potem oczywiście zaczęli pojawiać się kolejni „przewodnicy”, którzy uświadomili mnie, że nauka tekstu to tak naprawdę sam początek pracy.
Co było po teatrze amatorskim?
Trafiłam do Artura Święsa, aktora Teatru Śląskiego w Katowicach. Spotykaliśmy się przynajmniej raz w tygodniu, rozbierając każdy tekst na elementy pierwsze. Artur jako pierwszy pokazał mi na czym ta praca tak naprawdę polega. Traktowałam te spotkania jako niesamowitą przygodę artystyczną, jak również przygotowanie do egzaminów wstępnych.
Jaką szkołę wybrałaś do nauki aktorstwa?
Rozpoczęłam naukę w Państwowym Studium Wokalno-Baletowym w Gliwicach, działającym przy Gliwickim Teatrze Muzycznym. Przez trzy lata miałam okazję nauczyć się czegoś nowego i nie żałuję tego wyboru, gdyż uważam, że teatr – zwłaszcza dziś – jest syntezą sztuk i nie można polegać tylko na jednej umiejętności bagatelizując te pozostałe. Gliwickie studium pomogło mi rozwinąć się w warstwie ruchowej i uwrażliwiło na tę gałąź sztuki. Teraz widzę jak bardzo świadomość ciała pomaga w pracy nad rolą, bez względu na to czy jest to rola w planie żywym, czy nie; czy na deskach teatru dramatycznego, teatru lalek, czy teatru tańca.
Szkoła w Gliwicach nie jest jedyną, którą ukończyłaś.
Nie. Po jej ukończeniu rozpoczęłam naukę w trzy letnim, dziennym Studium Aktorskim działającym przy Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach. Byliśmy wtedy pierwszym rocznikiem tego - reaktywowanego po latach – studium. To właśnie tam ugruntowałam swoją wiedzę i umiejętności teatrlane. Katowicka szkoła pozwoliła mi także sfinalizować moją, trwającą prawie sześć lat, edukację. Pod okiem wspaniałych pedagogów przystapiłam do Państwowego egzaminu eksternistycznego w Warszawie, gdzie otrzymałam tytuł aktora dramatu.
Jak trafiłaś do zespołu Teatru Dzieci Zagłębia?
Występując w kilku produkcjach w Teatrze Śląskim (m.in. „Dżuma”, „Król Edyp”, „Ubu, słowem Polacy”) poznałam Dariusza Wiktorowicza, obecnego dyrektora Teatru Dzieci Zagłębia, który także grał na deskach tego teatru. Darek zaproponował mi abym weszła w kilka zastępstw i tak, właściwie z dnia na dzień, zostałam aktorką Teatru Dzieci Zagłębia.
Jaki spektakl był twoim debiutem?
Był to na pewno „Król Edyp” w reżyserii Grzegorza Kempinsky’ego. Największym jednak sentymentem darzę rolę Skierki w spektaklu dyplomowym „Balladyna” w reżyserii Jerzego Głybina. O takie zaangażowanie, pasję i chęć drobiazgowej pracy niejednokrotnie trudno w teatrze repertuarowym. Jerzy Głybin miał dla nas tej pasji pod dostatkiem i jestem mu za to bardzo wdzięczna.
Masz jakieś ulubione role?
Mam swoje dwie ulubione role: tytułowa rola w „Calineczce” w reżyserii Adama Kwapisza, która niestety zeszła już z afisza TDZ oraz rola Oli w „Kosmicie” w reżyserii Dariusza Wiktorowicza. Praca przy tworzeniu obydwu spektakli była bardzo owocna i twórcza, sądzę, że dlatego powstało coś naprawdę godnego uwagi.
I za te role dostałaś Złotą Maskę.
Tak, zgadza się. Im więcej pracy włoży się w daną rzecz, tym bardziej cieszy docenienie jej efektów.
Czym się zajmujesz poza występami na scenie TDZ?
Stale współpracuję ze Śląskim Teatrem Tańca w Bytomiu. Kiedyś zajmowałam się koordynacją projektów społecznych, obecnie kieruję Studiem Teatru Fizycznego, gdzie prowadzę zajęcia z improwizacji ruchowej i dramy. Wszystko zaczęło się 6 lat temu, kiedy razem z Leszkiem Stankiem (tancerzem pracującym obecnie w Warszawie) założyliśmy Studio Teatru Fizycznego. Pierwotnie był to jednoroczny projekt adresowany do młodzieży, która chce nabyć wiedzy i umiejętności z zakresu tańca współczesnego, baletu i gry aktorskiej. Ku naszemu zadowoleniu projekt ten wzbudził spore zainteresowanie i cieszy się nim do dziś.
Jak wygląda nauka w Studiu?
Zajęcia w Studiu trwają rok i są prowadzone przez profesjonalnych tancerzy, na co dzień związanych ze Śląskim Teatrem Tańca oraz Operą Bytomską. Każdy sezon wieńczy spektakl wystawiany w ramach Międzynarodowej Konferencji Tańca Współczesnego i Festiwalu Sztuki Tanecznej w Bytomiu.
Ponadto Studio – odkąd uruchomiony został Wydział krakowskiej PWST z kierunkiem aktor teatru tańca – jest znakomitą okazją przygotowania przyszłych adeptów do egzaminów wstępnych na uczelnie artystyczne. Jak do tej pory mamy na swoim koncie wiele sukcesów, dobrze odebranych spektakli i sporą grupę adeptów, którzy obecnie studiującą na kierunkach artystycznych.
Co sobie cenisz w aktorstwie?
Dwa miesiące wakacji!
Jakie masz plany, marzenia?
Chciałabym zagrać u boku Johnny`ego
Deppa.
W jakich spektaklach możemy cię oglądać?
Są to: „Chłopiec z gwiazd”, „Dzikie łabędzie”, „Jaś i
Małgosia”, „Kosmita”, „Kot w butach”, „Śpiąca Królewna”, „O Szewczyku, Strasznym
Smoku, Czarownicy i Królewnie”, „Pan Twardowski”, „Przygody Rozbójnika Rumcajsa”,
„Robinson Crusoe”, „Zwierzęta Doktora Dolittle”, „Piesek, który był niebieski”,
„Muminki”, „Kartoteka”.
Dziękuję bardzo za rozmowę.





















