Repertuar

Poprzedni miesiąc Maj 2012 Następny miesiąc
Po Wt Śr Cz Pi So Ni
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Karina Abrahamczyk-Zator

Małego widza traktuję poważnie

Rozmowa z Kariną Abrahamczyk-Zator, aktorką Teatru Dzieci Zagłębia w Będzinie:

Marta Odziomek: Kiedy poczułaś pociąg do aktorstwa?

Karina Abrahamczyk-Zator: Wszystko zaczęło się w liceum i to nie tyle od aktorstwa, co od śpiewania. Moim życiowym priorytetem była poezja śpiewana i brałam wówczas udział we wszystkich możliwych konkursach poezji śpiewanej w kraju, łącznie z Przeglądem Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Równocześnie jeden ze znajomych zaszczepił we mnie bakcyl aktorstwa. Wybierając się na studia chciałam znaleźć taki zawód, który pozwoliłby mi wykorzystywać moje zdolności wokalne, wyjechałam więc na studia do Gdyni do Państwowego Policealnego Studium Wokalno-Aktorskiego przy Teatrze Muzycznym im. Baduszkowej. Ale zrezygnowałam z tych studiów po miesiącu. Następnie trzy lata studiowałam na kierunku zupełnie niezwiązanym ze sztuką - na Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Jednak aktorstwo nie dało mi o sobie zapomnieć i postanowiłam spróbować raz jeszcze. Przez rok uczyłam się w katowickim studium aktorskim „Art Play” Doroty Pomykały, gdzie przygotowywałam się do egzaminów na studia aktorskie. Efekt tych działań był taki, że  ukończyłam studia licencjackie na Akademii Ekonomicznej i przeniosłam się na Wydział Lalkarski PWST do Wrocławia.

Dlaczego wybrałaś wydział lalek?

Powiem szczerze, że na ten wydział trafiłam z przypadku, ale absolutnie tego nie żałuję. Wręcz przeciwnie - bardzo się cieszę, że los tak mną pokierował. Te cztery lata na wrocławskiej PWST były dla mnie wielką przygodą, ze względu na osoby, które mnie otaczały i profesorów, którzy nas uczyli, przygotowywali do zawodu, pomagali w realizacji pierwszych spektakli.

Grałaś w teatrach studenckich?

W trakcie studiów trafiłam do wrocławskiego teatru Zakład Krawiecki, który był takim studenckim teatrem offowymi. Graliśmy tam spektakle reżyserowane przez nas, co było dla nas bardzo dobrą szkołą. Pamiętam taki spektakl jak „Dolne partie - musical intymny” w reżyserii Szymona Turkiewicza, który zdobył wielką popularność i nawet został okrzyknięty przez wrocławian spektaklem roku. W 2006 roku zdobyliśmy nagrodę na Międzynarodowym Festiwalu Działań Teatralnych i Plastycznych „ZDARZENIA” Tczew-Europa za spektakle „Zona” na podstawie „Martwej Królewny” N. Kolady w reżyserii Rafała Cielucha.

Do jakiego teatru trafiłaś po studiach?

Pierwszą pracę znalazłam w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym w Koszalinie, gdzie pracowałam przez rok. Potem założyłam rodzinę i wróciłam na Śląsk, do Rybnika, skąd pochodzę i gdzie mieszkam do dziś.

Co było potem?

Zrobiłam sobie roczną przerwę od grania, ale po tym czasie nie wróciłam już do Koszalina, tylko nawiązałam współpracę z Teatrem im. Mickiewicza w Częstochowie. Wystąpiłam tam gościnnie w spektaklu „Kram z piosenkami” - wielkim muzycznym przedsięwzięciu w reżyserii Laco Adamika. Następnie zaczęłam gościnnie występować w Teatrze Dzieci Zagłębia w Będzinie. Pierwszym spektaklem, w którym wystąpiłam były „Dzikie Łabędzie”. I tak się złożyło, że już tutaj zostałam, choć w tym czasie brałam także udział w licznych konkursach i przeglądach piosenki aktorskiej.

Czy zdobyłaś jakieś nagrody za śpiewanie?

Zostałam laureatką na Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Artystycznej w Rybniku w 2007 roku.  A podczas 28. Przeglądu Piosenki Aktorskiej, również w 2007 roku dostałam się do drugiego etapu konkursu.

Czy wciąż rozwijasz w tym zakresie?

Nie mam wykształcenia muzycznego, ale brałam udział w wielu warsztatach wokalnych.  Uczyłam się także śpiewania techniką SLS, czyli speech level singing. To jest bardzo popularna amerykańska metoda, zwłaszcza wśród śpiewaków jazzowych, a nie ukrywam, że chciałabym kiedyś spróbować śpiewać tą techniką.

Są osoby, które szczególnie Cię wspierały w rozwoju rzemiosła aktorskiego?

Bardzo dużo zawdzięczam panu Krzysztofowi Kulińskiemu za to, że pomagał nam się otworzyć, pozbyć własnych kompleksów lub twórczo je wykorzystać. Szkoła teatralna to tak naprawdę szkoła życia, która uczy pozbywania się pewnego bagażu kompleksów, z którym przychodzimy. Wśród ważnych dla mnie osób był także Jacek Przybyłowicz, opiekun mojego roku. Specyfika tych studiów polega na tym, że kontakt między nami a wykładowcami nie jest taki standardowy jak na innych uczelniach, ale relacje te są zdecydowanie bliższe i bardziej przyjacielskie.

Pamiętasz swój debiut?

Było to podczas studiów. Zagrałam w swojej pierwszej etiudzie pt. „Oblężenie Leningradu”.  Potem przyszła duża rola we wspomnianym teatrze Zakład Krawiecki w spektaklu „Zagłada ludu albo moja wątroba jest bez sensu” Wernera Schwaba w reżyserii Szymona Turkiewicza. Ważne było dla mnie także przedstawienie o kobietach pt. „Dolne partie” inspirowane książką „Monologi waginy” z racji  jego osobistego wydźwięku.

W Teatrze Dzieci Zagłębia występujesz w spektaklach dla dzieci. Czy masz jakąś swoją ulubioną rolę?

Bardzo ciekawym doświadczeniem była dla mnie praca z Maciejem Dużyńskim nad spektaklem „Bajka-Zjajka”, gdzie wcielam się w rolę Ciuta. Reżyser miał do nas zaufanie, my do niego też, więc bardzo dobrze nam się razem współpracowało. Praca nad tą rolą była dla mnie ciekawa także dlatego, że udało mi się pozbyć kolejnych swoich kompleksów, poprawić pewne szczegóły w swojej grze aktorskiej, na które nie zwracałam uwagi, a które były widoczne dla reżysera.

Bardzo interesująca była też praca podczas spektaklu „Kosmita”. Gram tam postać mamy, która zajmuje się autystycznie chorym dzieckiem. A nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tą chorobą. Dlatego też, przygotowując się do roli, dużo czytałam o autyzmie.

„Bajka-Zjajka”, o którym wspomniałaś wcześniej to spektakl dla tzw. naj-najmłodszych dzieci, które ukończyły pół roczku. Czy są jakieś różnice w grze pomiędzy spektaklem dla dziecka rocznego a sześciolatka?

Powiem tak - zarówno roczne dziecko jak i sześciolatka traktuję bardzo poważnie. Nigdy nie podchodzę do spektaklu w sposób: „a, jakoś to będzie”. Dla mnie każdy bohater jest ważny i staram się profesjonalnie wykonywać swoje role, psychologicznie wyciągam z każdej postaci coś istotnego.  Nie chcę ich infantylizować. Chodzi o to, żeby w każdym spektaklu przemycić jakieś ważne treści. Bo to, że spektakle się podobają, to jest oczywiste. Dzieciom z reguły podoba się wszystko. Najważniejsze, aby te przedstawienia zawierały jakieś istotne dla nich przesłanie.

W jakich spektaklach możemy Cię oglądać?

Są to spektakle: „Kosmita”, „Przygody Rozbójnika Rumcajsa”, „Jaś i Małgosia”, „Pan Twardowski”, „Dzikie łabędzie”, „Chłopiec z gwiazd”, „Zwierzęta doktora Dolittle”, „O Szewczyku, strasznym Smoku, Czarownicy i Królewnie” oraz „Bajka-Zjajka”.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Rozmawiała Marta Odziomek

Wróć