Karol Kojkoł
Lubię być aktorem
Rozmowa z Karolem Kojkołem, aktorem Teatru Dzieci Zagłębia
Marta Odziomek: Dlaczego wybrałeś aktorstwo?
Karol Kojkoł: Zawsze mnie ‘kręciło’ występowanie na scenie. Choć nie ukrywam, że też mnie krępowało. W liceum wstąpiłem do grupy teatralnej i ta nieśmiałość trochę ustąpiła. Kiedy kończyłem szkołę średnią miałem do wyboru: albo zacznę studiować przedmioty ścisłe, albo pójdę do szkoły aktorskiej. Wybrałem tę drugą opcję. Jako że najbliżej miejscowości, z której się wywodzę, czyli w Białymstoku był Wydział Lalkarski warszawskiej Akademii Teatralnej postanowiłem zdawać na aktora teatrów lalek. Dostałem się za pierwszym razem.
Jak wspominasz czas studiów?
Nie ukrywam, że pierwszy rok to był dla mnie prawdziwy poligon, więc - przynajmniej na początku, było ciężko. Przez pewien czas myślałem, aby zdawać też na aktora teatru dramatycznego, ale tak mi się spodobało, że zostałem w lalkarstwie. Jestem już na scenie 13 lat i bardzo dobrze czuję się w takim typie teatru.
A miałeś chwile zwątpienia w ten zawód?
Pamiętam, że na trzecim roku miałem małe wątpliwości, ale potem mi przeszło i do dziś uważam, że fajnie jest być aktorem.
Gdzie trafiłeś po szkole?
Dostałem się do Śląskiego Teatru Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach, gdzie pracowałem dwa lata w okresie 2003-2005.
Co było potem?
W 2005 roku trafiłem do Teatru Dzieci Zagłębia, jestem więc już tutaj aktorem ósmy rok.
Jaka rola była twoim debiutem?
Była to rola Feliksa w „Przypowieści o szczęściu” w reżyserii Krystyny Jakóbczyk w Teatrze Ateneum.
Razem
z Kamilem Katolikiem jesteś założycielem Stowarzyszenia Zielone Słońce, w
ramach którego reżyserujecie i wystawiacie spektakle. Co legło u jego
powstania?
Zaczęło nam czegoś
brakować w teatrze zawodowym, repertuarowym. Chcieliśmy się pobawić w teatr,
jaki znamy i jakiego nas uczona podczas studiów. Dlatego powołaliśmy to
stowarzyszenie, które też ma moc prawną i pozwala pozyskiwać fundusze na
działalność.
Masz jakieś ulubione role?
Może odpowiem inaczej - nie lubię ról papierowych. A te przyjemne i sympatyczne role nie są ciekawe, bo za bardzo nie ma co grać - wystarczy być po prostu dobrym.
Masz role, w których jesteś najczęściej obsadzany?
Zwykle są to role ojców i dobrych wujków. Ale chciałbym zagrać złą postać w sensie charakterologicznym, bo zło ma wiele obliczy, a dobro to jest po prostu dobro. Chciałbym też dostawać więcej ról, w których mógłbym się „wygrać”. Nie ukrywam, że rzadko obcuję z bardzo dobrą literaturą, która pozwala na kreowania złożonych postaci. Oczywiście - praca jest zawsze a ja zostałem zaprogramowany przez szkołę, żeby nie zejść poniżej pewnego poziomu, ale jednak czekam na jakieś aktorskie wyzwania. A uważam, że nie ma dobrego teatru bez dobrej literatury.
Masz jakieś plany, marzenia?
Chciałbym wyreżyserować spektakl od początku do końca. Myślę, że kiedyś będzie to możliwe.
Dziękuję bardzo za rozmowę.





















