Stefan Szulc
Dzielę teatr na dobry albo zły – innego podziału nie ma
Rozmowa ze Stefanem Szulcem, aktorem Teatru Dzieci Zagłębia w Będzinie
Marta Odziomek: Jakie były twoje pierwsze związki z teatrem jako aktora ?
Stefan Szulc: Były bardzo nietypowe!
To znaczy?
Kiedy studiowałem polonistykę na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, natknąłem się na nabór do teatru studenckiego, który okazał się grupą o dużym zacięciu kabaretowym, a nazywał się „Akt”. Oczywiście poszedłem tam i cały pomysł z kabaretem bardzo mi się spodobał. Zrobiliśmy razem kilka programów, próbowałem pisać scenki i teksty skeczy. Przygoda z „Aktem” trwała dwa lata.
Na piątym roku studiów zdecydowałem, że chciałbym lepiej poznać warsztat aktorski. Dowiedziałem się, że w Będzinie, przy Teatrze Dzieci Zagłębia, działa Studium Aktorskie. Ale najpierw przyszedłem tutaj nie jako kandydat, ale jako akompaniator, by akompaniować koleżance, która zdawała do tej szkoły. Zobaczyłem jak to wszystko wygląda i tak mi się spodobało, że też postanowiłem się tutaj dostać. Wiedziałem, że będzie druga tura naboru. Ale kiedy zgłosiłem się po wakacjach, trafiłem na taki moment, że byłem indywidualnie przesłuchany przez Janinę Keszkowską, ówczesną dyrektor Studium. Tym sposobem ponownie zostałem studentem 1 roku, a kończyłem Studium mając już w ręku dyplom absolwenta polonistyki.
Jak wspominasz lata studiowania w Studium Aktorskim?
To był czas kiedy wszyscy spędzaliśmy w szkole całe dnie. Studium miało ambicję przerobienia w dwa lata materiału czteroletniej szkoły lalkarskiej. Trudno mi się odnieść do tego, na ile było to realne, natomiast pracowaliśmy naprawdę intensywnie. Na pierwszym roku zajęcia trwały od ósmej rano do dwudziestej wieczorem (co nie oznaczało, że o 20 opuszczaliśmy teatr!), często także odbywały się w soboty.
W Studium uczyło nas wtedy wielu znanych śląskich aktorów, m.in. Jerzy Głybin i Czesław Stopka, aktorzy Teatru Śląskiego w Katowicach, i – wówczas także dyrektor TDZ - Michał Rosiński. Bardzo ciekawe były zajęcia z animacji przedmiotu – prowadzone przez panią Janinę Keszkowską. Odkrywcze były dla mnie zajęcia z tańca, z panią Lidią Bień, która pokazała mi, że potrafię się ruszać i że wcale najgorzej mi to nie wychodzi! Dzięki temu złapałem bakcyla, jeździłem później na warsztaty z tańca (klasyka, afro-funky) do Poznania i do Białegostoku, konsekwencją tego było też zainteresowanie się pantomimą i plastyką ruchu.
Czy doświadczenie pracy w kabarecie przydało ci się podczas studiów?
Tak – zarówno jeśli chodzi o występy jak i o pisanie. Do dziś zdarza mi się nawet często, pisać teksty przeznaczone do występów estradowych. Ostatnio dla dzieci, ale zdarzały się także na przykład piosenki, powiedzmy, z nurtu piosenki literackiej, więc takie, w których tekst jest bardzo istotny.
Współpracujesz z jakimiś artystami?
Mam znajomych, którzy czasem do mnie dzwonią i proszą o napisanie jakiegoś tekstu czy też piosenki. Mogę się pochwalić, że jestem autorem trzech programów estradowych dla dzieci – scenariuszy, tekstów piosenek i w dwóch przypadkach także muzyki.
Czy te swoje występy także reżyserujesz?
Odbywa się to na tej zasadzie, że wpadam na próbę i zabraniam im robić pewnych rzeczy z moimi tekstami (śmiech). Ale staram się, żeby moja krytyka była konstruktywna, i przeważnie znajdujemy lepsze rozwiązania.
Jak rodzą się takie programy?
Ktoś ze znajomych rzuca pomysł, a ja się tego pomysłu chwytam i go rozwijam w program.
Wróćmy jednak do twojego aktorstwa. Gdzie zakotwiczyłeś po skończeniu studium?
Po skończeniu studium znalazłem się w Lubuskim Teatrze w Zielonej Górze, gdzie pracowałem przez trzy lata. Dyrektorem był wówczas Andrzej Buck. W Lubuskim Teatrze miałem okazję grać w bardzo różnych spektaklach: zarówno w sztukach klasycznych jak i współczesnych, w bajkach jak i w repertuarze dla dorosłych. Były też różne typy teatru: pamiętam warsztaty i spektakl zrealizowany w Zielonej Górze przez Leszka Mądzika, pamiętam spektakl pantomimiczny, pod kierunkiem Artura Belinga, gdzie miałem długą solową etiudę. Podobała mi się ta różnorodność. Dziś także cenię sobie pracę z interesującymi reżyserami. Taka praca za każdym razem uczy mnie czegoś nowego.
Wiele nauczył mnie Wiesław Hejno, który reżyserował w Zielonej Górze „Makbeta” – miał na mnie baczenie, wiele wskazówek do niego dostałem. Zagrałem wtedy - między innymi -Wiedźmę! Pamiętam tez jak pracowaliśmy z Grzegorzem Matysikiem nad spektaklem „Poskromienie złośnicy”. Była to moja pierwsza dramatyczna rola i bardzo się cieszę, że Grzegorz pomógł mi ją zbudować – wiedział, że byłem w tej kwestii żółtodziobem. Bardzo dużo zawdzięczam Jolancie Szajnie, z którą na Scenie Inicjatyw Aktorskich zrealizowaliśmy spektakl poetycki z wierszami Wisławy Szymborskiej. Dużo dała mi ta aktorska praca z tekstem, jego dogłębna analiza – w której przydały się moje polonistyczne umiejętności – i budowanie odcieni interpretacyjnych. To była wielka szkoła, jestem za nią ogromnie wdzięczny.
Kończąc studium dla aktorów lalkowych poszedłeś pracować do teatru dramatycznego..
Tam co prawda była scena lalkowa, ale zespół nie był podzielony na „lalkarzy” i „dramatycznych”; powiem szczerze, że ja nie dzielę w ten sposób teatru. Dzielę go na dobry i zły!
Poza tym uważam, że aktor wywodzący się z teatru lalek może wiele wnieść do teatru dramatycznego. Ma świadomość tego, że jego ciało jest formą plastyczną, i w ten sposób także powinien je wykorzystywać. Natomiast aktor dramatyczny ma większe wyczucie słowa, potrafi je ciekawiej interpretować, styka się z wielką literaturą na co dzień. Takie podejście do słowa jest i mnie bardzo bliskie, dlatego w 2010 roku zdałem egzamin eksternistyczny dla aktorów teatru dramatycznego, organizowany przez ZASP.
Gdzie pracowałeś po odejściu z teatru w Zielonej Górze?
Przez rok nie miałem stałej pracy w żadnym teatrze repertuarowym. Przeniosłem się do Krakowa, gdzie grałem w różnych spektaklach w teatrach prywatnych, w projektach jednorazowych, m.in. pisałem scenki w projekcie e-dramaturgicznym Teatru Starego. Również wtedy zdawałem na reżyserię: zarówno do Krakowa, gdzie odpadłem w trzecim etapie egzaminów, jak i do Warszawy, gdzie zdałem egzaminy, ale nie byłem przyjęty z powodu braku miejsc. Na roku studiów reżyserskich są przeważnie tylko 3-4 osoby…
Zacząłem też pisać swoje własne sztuki teatralne, z których cztery można znaleźć na stronie agencji dramaturgicznej ADiT. Jedna z nich została wystawiona w teatrze nieinstytucjonalnym. A potem trafiłem do Teatru Dzieci Zagłębia – już nie jako student, ale aktor.
Kiedy związałeś się z teatrem w Będzinie?
W 2005 roku.
Udzielasz się też poza teatrem?
Od 2007 roku prowadzę dla przyszłych nauczycieli i dziennikarzy zajęcia z emisji głosu w Wyższej Szkole Humanitas w Sosnowcu. W 2010 roku brałem także udział w ciekawym projekcie: na zamówienie Związku Gmin i Powiatów RP powstał podręcznik „Eduk@tor kultury”, w którym opracowałem autorski moduł pt. „Akademia słowa”. Piszę niekiedy recenzje i teksty literackie; ostatnio publikowałem w Toposie.
Masz w swoim dorobku jakieś nagrody i wyróżnienia?
Za aktorstwo nie, ale innych dziedzinach mam kilka nagród. Z bardzo zdolnymi licealistami (obecnie studentami) zrealizowałem spektakl Pudełko zwane wyobraźnią, za który otrzymaliśmy I nagrodę w konkursie na małą formę teatralną „Ogrody Herberta” i na festiwalu w Chorzowie-Batorym. Byłem laureatem konkursu Gazety Lubuskiej na tomik wierszy – tomik pt. Miasta był wydany w 2002, a dwa lata później wybór moich tekstów ukazał się jako Radiowa Książka Poetycka na antenie Radia Zachód w Zielonej Górze. Było kilka konkursów literackich, w Katowicach, w Bydgoszczy i w Choszcznie. Ważną dla mnie nagrodą jest wyróżnienie im J. J. Lipskiego w konkursie prac magisterskich Polskiej Akademii Nauk i Stowarzyszenia Demokratyczno-Społecznego za pracę “Metamorfozy przypowieści”, uznaną za najlepszą pracę literaturoznawczą obronioną w 1998 roku.
Masz takie spektakle w swoim dorobku, które szczególnie zapamiętałeś?
Na pewno jest to „Król Maciuś” w reżyserii Dariusza Wiktorowicza ze względu na interesująca formę i temat spektaklu oraz choreografię Arkadiusza Buszko, jak też „Momo” w reżyserii Marka Pasiecznego – mądry i piękny spektakl. Ogromnie lubię także rolę Ryjka w spektaklu W dolinie Muminków, w reżyserii Stanisława Ochmańskiego.
Czy jako aktor masz jakieś doświadczenia filmowe?
Tak. Zagrałem główną rolę w filmie fabularnym Multimedialna podróż w czasie na Zamku Siewierskim, praca ta była bardzo ciekawa, ponieważ film był kręcony prawie wyłącznie w nocy na Zamku Siewierskim, a ja w kontuszu prezentuję się całkiem nieźle! Brałem też udział w etiudach studenckich Wydziału RTV UŚ w Katowicach i w dwóch projektach offowych.
Jakie masz plany na przyszłość?
Na pewno zamierzam rozwijać się scenicznie i wprawiać w pisaniu.
W jakich spektaklach Teatru Dzieci Zagłębia możemy cię obecnie oglądać?
Są to spektakle: „Chłopiec z gwiazd”, „Dzikie łabędzie”, „Kosmita”, „Robinson Crusoe”, „Pan Twardowski”, „W dolinie Muminków”, „Piesek, który był niebieski’, „Przygody Rozbójnika Rumcajsa”, „O Szewczyku, strasznym Smoku, Czarownicy i Królewnie”.
Dziękuję bardzo za rozmowę.
Rozmawiała Marta Odziomek





















